Chata Tery’ego – za rok 120 urodziny

4 maja 2018

Wędrując od Chaty Zamkowskiego Dolina Zimnej Wody, już po kilkunastu minutach możemy dojrzeć na zamykającym horyzont tarasie skalnym, mały budyneczek. To cel wędrówki – schronisko Tery’ego w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich, która zamyka wspomnianą Dolinę Zimnej Wody.

To jedno z najpiękniej położonych schronisk w słowackiej części Tatr Wysokich. W przyszłym roku będzie obchodzić swoje 120 urodziny.

Decyzje o budowie schroniska w tym miejscu podjęło Madziarskie Towarzystwo Turystyczne, na którego czele stał wówczas dr Edmund Tery. Projektantem budowli był architekt ze Spiskiej soboty – Gedeon Majunke. Oficjalne otwarcie nastąpiło 21 sierpnia 1899 roku.

Pierwszym gospodarzem (chatarem, jak mówią Słowacy) był Jan Adriani, który „rządził” tutaj aż do 1910 roku. Wśród jego następców znalazło się wiele znaczących ludzi Tatr, m.in.: Zamkowski, Kopałka, Legutky. W latach 1958-63 chatarem był Miro Jilek, wcześniej i potem chatar w innych schroniskach tatrzańskich. Po latach (od 1994 do 2015) gospodarzył tu jego syn – Miro.

To za jego „panowania” hucznie obchodzono 100-lecie Terinki. Tuz przed otwarciem sezonu turystycznego, 12 czerwca 1999 zjawili się w schronisku wszyscy, którzy mogli: byli chatarzy, Horska Slużba, goście ze schroniska pod Rysami, przyjaciele schroniska,  (w tym piszący te słowa – przyniosłem tort z Zakopanego). Z Popradu helikopterem przyleciał słynny Arno Puškášem. Impreza trwała wtedy całą sobotę a najdzielniejsi wytrwali aż do niedzielnego poranka.

Schronisko od początku istnienia cieszyło się olbrzymim powodzeniem wśród turystów i wspinaczy. Taternicy mieli stąd blisko na słynna zachodnią ścianę Łomnicy, zerwy Pośredniej Grani, ściany Lodowego i Małego Lodowego.

Turyści, którzy się nie wspinają, najczęściej docierają tutaj wędrując od górnej stacji kolejki ze Smokowca na Hrebienok. Potem najczęściej wracają ta sama droga, bądź wybierają jeden z dwóch szlaków prowadzących wyżej, przez góry. Pierwszy – przez przełęcz Czerwona Ławka – doprowadzi nas do sąsiedniej, odgrodzonej Pośrednią Granią, Doliny Staroleśnej. Z kolei przez Lodową Przełęcz możemy przejść do Doliny Jaworowej.

Bardziej wytrawni turyści mogą (pod opieką przewodników) z Terinki wyjść na Baranie Rogi, Lodowy (przez słynnego „lodowego konia”), Mały Lodowy. Można wyjść wczesnym rankiem i wrócić na późne śniadanie.

Jednak schronisko jest lubiane nie tylko ze względu na położenie, ale przede wszystkim ze względu na fantastyczna atmosferę. Dba o nią chatar o jego ekipa (latem to kilka osób), która przygotowuje posiłki dla gości i pomaga w najdrobniejszych sprawach. A przygotowanie posiłków to nie lada wyzwanie – w pogodnie letnie dni dociera tutaj ponad tysiąc turystów dziennie. Większość z nich zjada ciepły posiłek, coś wypija. A warto przypomnieć, że do chaty Tery’ego wszystkie produkty wnoszone są na plecach nosiczkowych („tatrzańskich szerpów”).

Im bliżej wieczoru tym ubywa ludzi. Zostaja ci, którzy nocują. Po zmroku klimat w schronisku panuje przedni. Brak co prawda lamp naftowych, który oświetlały wnętrze jeszcze dwadzieścia lat temu, ale za to pozostało to, co najważniejsze: ludzie gór przy stołach, grzane wino, rozmowy o górach…

O godzinie 22. ogłaszana jest cisza nocna. Kto nie zmieścił się na łóżkach (16 miejsc) ścieli karimatę na podłodze. Nie zdarza się, by chatar nie przyjął kogoś z powodu braku miejsc. W razie potrzeby kładzie ludzi na korytarzyku, na schodach.

Rano pobudka o godzinie 6. Po śniadaniu każdy idzie w swoja stronę, w gór lub w dół. Wszyscy z jednym postanowieniem: wrócić tutaj. Bo do chaty Tery’ego warto przyjść o każdej porze roku. To schronisko całoroczne, więc jedyna przeszkodą może być zła pogoda, zbyt dużo śniegu lub nasze lenistwo. O kżej porze otoczenie inaczej wygląda. Jedno się nie zmienia – przychodząc tutaj po raz kolejny możemy być pewni, że będziemy traktowani przez gospodarzy nie tylko jak lubiani goście, ale jak starzy przyjaciele. To jedno z tych miejsc, o których marzy się siedząc w mieście za biurkiem, tęskni. Aż tęsknota sięga zenitu – wtedy porywamy z szafy plecak i następnego dnia witamy Terinkę. I oby tak przez następne 119 lat.

www.teryhochata.sk

About

Słowacja to pół jego życia. Był tam ze 140 razy i co roku wraca. Namówi do wyjazdu każdego, kto stanie na jego drodze.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Go top