Słowackie święto wina

5 lutego 2018

Uśmiechnięci ludzie z kieliszkami zawieszonymi na szyi w specjalnych woreczkach, przechadzają się niespiesznie po uliczkach dwóch miasteczek niedaleko Bratysławy – Pezinoka i Modrej. Co kilkadziesiąt metrów w bramę, schodzą schodkami w dół i zaczynają kolejną degustację wina – tak wyglądają Dni Otwartych Piwnic.

Impreza odbywa się dwa razy do roku: w maju (w ubiegłym roku po raz jedenasty) i w listopadzie (po raz dziewiętnasty). Organizatorem jest Małokarpacki Szlak Wina skupiający ponad 150 winnic i winiarni w regionie Małych Karpat. W pierwszych dwóch, trzech edycjach uczestniczyło 40 – 50 piwnic w dwóch miasteczkach i najbliższej okolicy, w edycji jesiennej w roku 2017 – ponad 160.

Mapa, kieliszek i woreczek

To największe święto wina i winiarzy oraz miłośników wina na Słowacji. Bilety kosztujące 50 euro wykupione zostały na wiele tygodni przed imprezą. Przyjeżdżają tu Słowacy, ale coraz więcej Polaków, Czechów, Niemców, Francuzów, Anglików a nawet Japończyków. Płacą wspomniane 50 euro nie dostajemy klasycznego biletu wstępu, tym biletem jest kieliszek z wygrawerowaną nazwą Dni i woreczek, w którym go możemy bezpiecznie zawiesić na szyi. Oprócz tego dostajemy mapkę wszystkich piwnic i możemy ruszać w bój.

Warto próbować

Nie sposób oczywiście w dwa dni odwiedzić wszystkie piwnice, ale warto spróbować …

Kiedy ostatnio tam byliśy czyli w listopadzie 2014, mieliśmy do wyboru piwnice i winnice od Bratysławy aż do Trnawy. Oczywiście najwięcej ich jest w Pezinoku i Modrej i w okolicy. Te dwa miasteczka to centrum winiarstwa na Słowacji.
A podczas Dni Otwartych Piwnic szczególnie widać, ze to miejscowości zdecydowanie nastawione na wino.

Winny start

Impreza rozpoczyna się oficjalnie na dziedzińcu Małokarpackiego Ośrodka Oświatowego w Modrej. Ale nawet to rozpoczęcie nie ma nic z napuszonych nadętych imprez turystycznych. Po prostu, krótkie życzenia dobrej zabawy i smacznych degustacji od organizatorki Anny Píchovej i zaproszenie do stołów z winami.

To taka rozgrzewka, na stole stoi kilkadziesiąt gatunków najlepszych win. Za przewodnika w sięganiu po kolejne mamy jednego z lepszych hodowców wina w regionie – Ignác Černay. Ze znawstwem i entuzjazmem prezentuje nam (i nalewa szczodre porcje) poszczególne gatunki i rodzaje win. Aż stąd wychodzić, ale czekają przecież właściwie piwnice. Idziemy degustować!

Od piwniczki do piwniczki

Po uliczkach krążą już grupki i pojedyncze osoby poszukujące okrągłych tablic wywieszonych nad bramami domów – numer i namalowana kiść winogron, to znak, ze trzeba tu wejść. A w środku każdej z piwnic stały repertuar: najpierw wdychanie zapachów piwnicznych, sycenie wzroku widokiem łukowatych sklepień, beczek ustawionych pod ścianami, niekończącymi się rzędami butelek.

Gospodarze nalewają nam do kieliszków wina, jednego, drugiego, trzeciego… Żeby pobudzić zalewane kubeczki smakowe, zagryzamy kawałkami świeżego chleba, kabanosami, jabłkiem.
Potem wędrówka po schodach w górę, wychodzimy na świeże powietrze i rozglądamy się za następnym numerem. I tak przez dwa dni.

Wino rządzi

W te dwa dni na uliczkach i placach Pezinoku i Modrej jest świątecznie i spokojnie. W te dni samochody nie szaleją po ulicach, istnieje raczej niebezpieczeństwo potrącenia przez pieszego. Chodząc o Pezinoku, warto wstąpić do Muzeum Wina. Oczywiście, tutaj też na progu częstowani jesteśmy winem, potem zwiedzamy salę po Sali. Dowiemy się wszystkiego o szczepach, gatunkach sposobach uprawy a także przymierzymy „okulary pijaka”, po których założeniu przejście po prostej linii nie jest zadaniem łatwym.

Coś na ząb

Oczywiście, oprócz piwnic z winem, działają tego dnia liczne restauracje. Po (i przed) dobrym winie, dobrze coś dobrego zjeść. Kuchnia tutaj też jest przednia. Czego warto spróbować? Trudne pytanie, bo należę do tych, którym kuchnia słowacka smakuje. Może więc z zup: soczewicowa, cebulowa lub czosnkowa. Z drugich dań: gęś (w listopadzie, w tym regionie słynącym z hodowli gęsi, nie wypada zamówić nic innego), do tego bryndzowe haluszki, czerwona kapusta. A może na przekąskę lokše? Wybór nie jest łatwy, zawsze można przecież zamówić popularny wśród Polaków odwiedzających Słowację syr wyprażany. Do tego, jak na region winiarski przystało, podają nam wina: białe i czerwone – tak, by kubeczki smakowe nie zapomniały, po co tu przyjechaliśmy.

Stan błogości

Wracamy na szlak. Im bliżej wieczora tym nastrój (nie tylko nasz) jest bardziej świąteczny. Gospodarze poszczególnych piwnic wydają się niezniszczalni – wciąż uśmiechnięci, wciąż chętnie opowiadający o nalewanych winach. W piwnicach zapalono świece, w niektórych muzykują zespoły, we wszystkich panuje radosny gwar. Wszyscy jesteśmy przyjaciółmi wina i swoimi a kieliszek w dłoni lub zawieszony na szyi staje się wizytówką przynależności do wielkiej rodziny. W te dwa dni, w tej części Słowacji, dłoń bez kieliszka wydaje się niekompletna, sprawia wrażenie jakby był goła.
Siadamy w jednej z piwnic . Długi drewniane ławy przy drewnianych stołach. Zaletą takich miejsc, gdzie kilkanaście osób pije wino, jest możliwość zawarcia przypadkowych a serdecznych znajomości. Nawet jeśli siadamy samotnie przy taki długim stole to samotność nasza trwa krótko, tyle ile krótkie „cześć” lub „ahoj”. Dobre wino sprawia, że osiągamy stan błogości, w którym nawet rozmawia się wolniej…

Na zakupy winne

Ze wspomnianych na początku 50 euro, 25 dostajemy na zakup wina. Okazji do tego jest wiele, wina są w tych dniach sprzedawane po bardzo niskich cenach, jeśli nie jesteśmy specjalnie wybredni, za 25 euro możemy kupić pięć dobrych win. Można je kupić w jednej z odwiedzanych małych piwniczek lub w jednej z największych i najnowocześniejszych winnic w regionie – Parku Winnym Elesko. Nowoczesna architektura obiektu odbiega mocno od tradycyjnego naszego rozumienia „winnicy”, ale wewnątrz znajduje się galeria obrazów, restauracja, sale wykładowe, sklep. Podczas Dni, oczywiście odbywa się tutaj degustacja przednich win.
Komu starczy sił lub udało się namówić na wyprawę kierowcę abstynenta, może spróbować swoich sił w innych winnicach. Są one rozsiane po całym regionie, jednak na ślepo można pojechać do tych miejscowości: Kráľová, Šenkvice, Vištuk, Rača, Svätý Jur, Limbach, Budmerice, Vajnory, Zeleneč, Suchá nad Parnou, Veľký Grob, zamek Czerwony Kamień…


A jakie wina kupować? To oczywiście rzecz gustu, po dwóch dniach powinniśmy sobie wyrobić zdanie o serwowanych nam winach – rzecz jasna, jeśli kubeczki smakowe zniosą nadmiar smaków a my zapamiętamy (po kilkunastu lub więcej odwiedzonych piwnicach) nazwy win.
W ciemno możemy jednak polecić najlepsze wina regionu: doskonałe (naszym zdaniem) rizlingi – Vlašský i Rýnsky, Veltlínske zelené, Burgundské biele, Muller Thurgall Frankovka Modra i Svätovavrinecké.
Taki zakup niesie za sobą jedno niebezpieczeństwo, pijąc wino słowackie w domu od razu przypomnimy sobie atmosferę Dni Otwartych Piwnic i zaraz zechcemy wrócić. Ale to akurat mile niebezpieczna myśl: wracać tu jak najczęściej.

P.S.: Jeśli komuś za daleko do Słowacji, powinien koniecznie odwiedzić prowadzą przez Alinę i Piotra Winnicę w Krakowie przy ulicy Kazimierza Wielkiego 124. Miłośnicy słowackiego (i nie tylko), ludzie wielkiej serdeczności, gościnności, świetni fachowcy od win. Nikt nie wybierze lepszych win słowackich od nich.

Bilety wstępu można rezerwować pod adresem:
Małokarpacki Ośrodek Oświatowy, Horná 20, Modra tel.: 00421336433489 E-mail: mvc@mvc.sk
www.mvc.sk
www.muzeum.sk
www.modra.sk
www.pezinok.sk
www.svatyjur.sk
www.cervenykamen.sk
www.winnica.krakow.pl

About

Słowacja to pół jego życia. Był tam ze 140 razy i co roku wraca. Namówi do wyjazdu każdego, kto stanie na jego drodze.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Go top