Wielkie cytaty słowackiej literatury w potocznej mowie – niełatwa sprawa

13 maja 2019

O rany, to masz przed sobą niezłe wyzwanie! – zakrzyknęła Z., czym uświadomiła mi przy okazji o ile lepiej brzmi takie sformułowanie, niż: na pewno nic nie znajdziesz, które również już usłyszałam. A o czym mowa? O zadaniu, z którym na kilka tygodni znalazłam się na stypendyjnym pobycie w Bratysławie.

To wyzwanie, które zresztą sama sobie zleciłam, polega na szukaniu cytatów pochodzących ze słowackiej literatury, które weszły do potocznego języka słowackiego. Czyli takich, które ktoś napisał, ale funkcjonują już trochę jak przysłowia czy porzekadła. Polskie przykłady można mnożyć, od: Cóż tam, panie, w polityce?, czy Kto mnie wołał, czego chciał?, aż po Wolność Tomku w swoim domku. Wszyscy ich używamy, wszyscy wiemy co znaczą.

A skąd wiedzieć to w obcym kraju? Nawet jeśli znasz język, to nie wiesz, że coś właśnie powiedzianego jest cytatem, nie znasz nazwisk wieszczy, szkolnych lektur i dalszego ciągu, czyli kontekstu, w którym zdanie to nabiera sensu. Natychmiast wychodzi, że jednak nie jesteś z tym krajem i językiem tak blisko, jak ci się wydaje. Pomyślałam więc, że żeby poznać naszego sąsiada lepiej, spróbuję poznawać go od korzeni.

Zaczęłam od opowiadania o tym pomyśle znajomym – Polakom i Słowakom. Każdy kiwał głową, że to bardzo ciekawe, choć trochę nisza w niszy i trudno powiedzieć, czy kogoś  właściwie obchodzi. Sama zaczęłam myśleć, że może faktycznie tylko mnie, ale kiedy Fundusz Wyszehradzki wybrał z Polski również mój projekt, pomyślałam, że może jednak jest jeszcze choć kilka osób, które są ciekawe potencjalnych efektów mojej pracy. Zaczęłam pisać do językoznawców i literaturoznawców na Słowacji – do Słowackiej Akademii Nauk, Instytutu Językowego im. Ludovita Štura, Uniwersytetu Komenskeho. Wiele osób zgodziło się mi pomóc, kilka odpisało, że się tym nie zajmują, jedna, że zadanie jest bardzo trudne i na pewno mi się nie uda. Jedną skreśliłam z listy, z kolejnymi zaczęłam się umawiać na spotkania.

Nim jednak zaczęłam się z nimi na dobre spotykać, stała się rzecz ciekawa – otóż pierwszy cytat, to cytat, który powiedzieli mi nieznajomi ludzie w restauracji. Mój plan zakładał coś odwrotnego – od początku śmiałam się, że po tym jak już ważni profesorowie podadzą mi listę cytatów, powinnam sprawdzić wśród zwykłych ludzi, czy je faktycznie znają. Tego dnia, po spotkaniu z profesorem, który powiedział, że owszem, postara się pomóc, ale mam wrócić za tydzień, poszłam coś zjeść i zaczęłam rozmawiać z parą, która usiadła obok. Od słowa do słowa na temat frytek, doszło do pytań o to skąd jestem, bo mam trochę inny akcent, czemu tu jestem i tematu mojego stypendium. Początkowo byli nim zdziwieni, tak jak faktem spotkania Polki, która interesuje się słowacką literaturą klasyczną, ale może właśnie dzięki temu szybko też zapalili się do tego, żeby mi pomóc. I choć okazało się, że nie jest to zadanie łatwe, to doskonale zrozumieli o co mi chodzi. Z. napisała do mamy i siostry, a K. zaczął szukać w głowie. I znalazł. Mój pierwszy cytat! Človek – milion si (Jesteś człowiek – milion). Napisał to Jozef Cíger Hronský w dziele Jozef Mak.

Kontekst? Jesteś jednym z miliona, znaczysz mało, mało możesz. Cierp, będziesz jeszcze musiał wiele znieść i nikt się tym nie przejmie. Często używają tego słowaccy dziennikarze pisząc o zmianach, w których jednostka liczy się najmniej, a wytrzymać musi najwięcej.

Obracałam to zdanie w głowie, jednocześnie będąc pod wrażeniem otwartości spotkanych przeze mnie osób i potencjału towarzyskiego, który daje mi ten, może niszowy i może trudny, ale jednak bardzo społeczny temat. Czyżby to pytanie zwykłych ludzi w kawiarniach, to nie miał być tylko żart? – zastanawiałam się wracając okrężną drogą, żeby po drodze obejrzeć również pobliski park. Pokręciłam się trochę bez celu, po czym weszłam w uliczkę w kierunku domu. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że była to ulica Jozefa Cíger Hronského!

Mam wrażenie, że w tej restauracji, w drugim dniu mojej obecności w Bratysławie, spotkałam ludzi jednych z miliona. Choć używam tego właśnie w złym kontekście.

Tekst i zdjęcia: Katarzyna Pilarska

Cykl powstaje podczas rezydencji literackiej w Bratysławie, dzięki stypendium przyznanemu przez Fundusz Wyszehradzki.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Go top