Dziumbier tuż przed ulewą

Dziumebiur zdobyty po koronawirusie
Odpoczynek w połowie drogo na Dziumbier/fot. AG

Dziumbier, najwyższy szczyt Niżnych Tatr, był drugim celem naszej „pocowidowej” wyprawy na Słowację. Tym razem, oprócz pięknych widoków, mieliśmy półgodzinną ulewę z piorunami, grad i słońce. Jak to w górach.

Najpiękniejsza droga na Dziumbier ma swój początek w Lúčkach (930 m) w Demianowskiej Dolinie. Nazwa ta znana jest oczywiście narciarzom przyjeżdżającym zimą do Jasnej, tutaj znajduje się jedna z dolnych stacji kolejek. Obecnie, jak prawie wszędzie u podnóża najpopularniejszej na Słowacji góry narciarskiej, trwa tutaj budowa – stacja narciarska wciąż się rozrasta.

Wśród wiatrołomów

Dla nas najważniejsze jest, że tutaj też zaczyna się zielony szlak. Idą nim już po kilku minutach zostawiamy ostatnie domy za sobą. Na początku idziemy dość długo szeroką drogą leśną, po obu stronach ślady wyręby i działania potężnych wiatrów. Wiatrołomy towarzyszą nam przez pierwsze trzy kwadranse marszu, więc prażymy się w mocnym porannym słońcu. Na szczęście towarzyszy nam również potok Demianowka, możemy się ochłodzić jego wodą i uzupełnić zapasy w bidonach. W pewnym momencie (Pod Krčahovom 1060 m) w lewo, przez mostek nad potokiem odbija szlak czerwony, my idziemy w prawo. Warto patrzeć na mapę, bo szlak jest na tym odcinku słabo oznakowany.

Po pierwszych 30 minutach wędrówki/fot. AG

I wreszcie w górę

Dolina Szeroka, którą dalej idziemy, powoli przestaje się być płaska. Gdy wchodzimy w las, ścieżka zaczyna się wreszcie wznosić ku górze. Szlak jest wygodny, idziemy w cieniu, obok szumi potok Szeroka. Tak dochodzimy do punktu zwanego Zawór Szerokiej Dolny (1416 m). To dobry punkt do krótkiego odpoczynku, nabrania wody. W prawo odchodzi czerwony szlak, którym trawersując zbocza Chopoka, można dojść na Równą Halę, a potem do Lukowej do stacji przesiadkowej do gondolki na Chopok.

Zawór Doliny Szerokiej/fot. AG

My idziemy dalej, 500 metrów podejścia mamy za sobą 600 przed nami. Wysoki las powoli ustępuje niższemu, następnie kosówce. Kiedy kończy się cień, zaczyna się uciążliwe podejście trawiastym zboczem usianym gdzieniegdzie głazami. Kamienna ścieżka zaczyna prowadzić zygzakami. Tutaj spotykamy pierwszych – kilkoro zaledwie idzie w tym samym kierunku co my, kilkanaście osób schodzi w dół. Ci ostatni najprawdopodobniej podjechali na Chopok gondolką, potem przeszli granią do przełęczy i właśnie schodzą w dolinę.

Szlak ku Krupowej Przełęczy/fot. AG

My w połowie zygzakowania dochodzimy do skrzyżowania z żółtym szlakiem (Rozcięcie pod Krupową Halą, 1811 m) i po krótkim nabraniu oddechu wychodzimy na Krupową Przełęcz (1915 m).

Wyścig z chmurami

Odbijamy w lewo, idziemy czerwonym szlakiem ku widocznemu niedaleko szczytowi Dziumbiera. Niestety od drugiej strony, od strony Chopoka, szybko nadciągają ciemne chmury. Przyspieszamy my, przyspiesza jednak ciemna ściana za nami.

Na szlaku mnóstwo ludzi idących od górnej stacji kolejki gondolowej na Chopoku (doszli tutaj w nieco ponad godzinę). Ścieżka na kopule szczytowej Dziumbiera jest łatwa, na samym szczycie (2043 m)– ponad dwadzieścia osób robi sobie pamiątkowe zdjęcia. Niestety – jak t górach bywa – chmury nas dogoniły i nic z widoków ze szczytu. Szybko robimy fotki pod wieńczącym szczyt krzyżem i uciekamy. Zabrakło nam jednak czasu, z góry runęły na nas hektolitry wody, pioruny biją na szczęście jakieś dwa, trzy kilometry od nas, dudnienie jest jednak donośne i działa na wyobraźnię.

Autor na szczycie Dziumbiera/fot. MM

Przyspieszamy, podobnie jak cała grupa, która była przed chwilą na szczycie. Nie ma się gdzie skryć przed deszczem, polegamy więc tylko na kurtkach i ochraniaczach na plecakach. Mijamy bez zatrzymania Krupową Przełęcz – o dziwo, w pełnym deszczu mnóstwo ludzi wciąż się pcha w górę na Dziumbier. To z pewnością (sądząc po sportowym lub miejskim obuwiu) ci, którzy dotarli na Chopok kolejką i potem granią wybrali się na spacer górski. Szkoda im zrezygnować tuż przed szczytem, skoro już wydali pieniądze na kolejki.
Do deszczu dołącza grad i marsz w mokrych warunkach trwa ponad pół godziny aż do Krupowej Przełęczy. Coraz więcej ludzi idzie z przeciwka.

A po burzy przychodzi spokój…

Nagle wszystko się kończy, zza chmur wychodzi słońce. Przed nami ponad pół godziny marszu do stacji na Chopoku, za nami wyłania się z chmur szczyt, który niedawno zdobyliśmy – Dziumbier.

Dziumbier powoli wychodzi z chmur/fot. AG

Szlak jest łatwy, prowadzi granią i trawersuje zbocza. Dopiero przed samym Chopokiem czeka nas dwadzieścia minut stromego wejścia po skalnym zboczu. I oczywiście, przy samej stacji kolejki gondolowej – 45 schodków prowadzących na taras restauracji Panorama. Tradycyjne piwo i obiad i zjeżdżamy kolejkami w dół. Ubrania zdążyły wyschnąć, Dziumbier odmrożony po koronawirusie.

Dziumbier wyłaniający się z chmur/fot. AG
Marzena Markowska na szczycie Dziumbiera/fot. AG
Rozwidlenie szlaków pod Krupową Przełęczą/fot. AG
Na rozwidleniu szlaków/fot. AG
Na szlaku, przed zygzakami/fot. AG
W Dolnie Szerokiej, przy Zaworze/fot. AG
Ścieżka wzdłuż potoku Szeroka/fot. AG