Najbardziej romantyczne ruiny na Słowacji

Wysmukłe mury i fragmenty baszt wystają ponad drzewa i razem z nimi spoglądają w dół, na płynący dwieście metrów niżej Wag. Stary Hrad nad Wagiem uważam za najbardziej romantyczne ruiny a Słowacji.

Pierwotnie warownia znajdująca się w tym miejscu jeszcze w XIII wieku nosiła nazwę Varin (tak nazywa się pobliska miejscowość). Zamek pilnował przejścia brodem przez Wag. Tędy prowadził szalk handlowy a od kupców pobierano myto. Dopiero kiedy pod drugiej stronie powstał zamek Strećno, Varin zaczęto nazywać Starym Zamkiem (Stary Hrad).

Po raz pierwszy wspomniany jest w pisemnych źródłach w roku 1241, za panowania króla Beli IV wymieniany jest, jako majątek królewski.

Zamek należał do rodziny Balassych, potem jego właścicielem został Mateusz Czak Trenczyński, po jego śmierci znowu przejęli go Balassowie. Potem objął go we władanie sam król i w wieku XIV został rozbudowany na potrzeby stacjonowania wojska. W 1397 kasztelanem był polski rycerz Piotr Wagi, władający w imieniu Ścibora ze Ściborzyc.

W XV wieku zamek stał się własnością Pongráczów. W latach 1529 – 1553 walczyli oni z właścicielami zamku w Strecznie. Poza tym wybudowali oni gotycki pałac, w którym mieszkali do końca XVI wieku oraz małe podzamcze z półokrągłą basztą i budynki gospodarcze.  Niewielki oddział strażniczy stacjonował na zamku jeszcze na początku XVIII wieku. Po ich odejściu zaczął niszczeć i zamieniał się systematycznie w ruinę.

Zamek jest dobrze widoczny z drugiej strony Wagu, na przykład z drogi lub torów kolejowych prowadzących do Żyliny (tuż po wyjeździe z tunelu). Można do niego dotrzeć na dwa sposoby. Łatwiejszy to spacer ze wsi  Nezbudska Lućka koło Varinu. Bardziej honorny sposób dotarcia to strome zejście od Schroniska pod Suchym (czytaj TUTAJ) szlakiem czerwonym prowadzącym po głównej grani Małej Fatry

Pierwsze ruiny pojawiają się dość niespodziewanie, potem coraz śmielej wyrastają do góry, zamek położony jest na dość wąskim skrawku – w dole widać zakole Wagu zwane Meandrem Domaszyńskim.

To najpiękniejszy widok z jednego z otworów w murach. Zachowana dobrze jest wieża sięgająca wysokością mnie więcej trzech pięter. Można tez wejść do pozostałości kilku pomieszczeń.

Często tutaj nocują wędrowcy – najbliższa woda jest kilka minut w dół po stromym zboczu. Kiedy tutaj nocowałem ostatnio, w rogu jednego z pomieszczeń zostawione były zabezpieczone zapałki, chrust, sól, cukier i karteczka, żeby po sobie posprzątać przed odejściem. Nocleg w ruinach (zwłaszcza w burzy, jak  mi się przytrafiło) to jedno z piękniejszych wrażeń. Zaś do zamku najlepiej przyjść o zachodzie słońca, ruiny w ostatnich promieniach słońca wyglądają wyjątkowo romantycznie. Polecam wizytę tutaj wszystkim lubiącym tajemnicze ruiny. Dużo mniejszy to zamek od warowni na Spiszu, ale wart odwiedzin.