Najwyżej położony zamek na Słowacji – Zamek Liptowski

Mostek prowadzący na teren dawnego zamku/fot. AG

Już w połowie drogi na wzgórze zamkowe, kiedy słońce mocno przypieka (już jest ok. 30 stopni Celsjusza) a cały jestem zlany potem, zachodzę w głowę: po co budować zamek na takiej górze? Kto by go chciał zdobywać? I skąd brali jedzenie?

Może w średniowieczu ludzie mieli mniej filozoficzne podejście do życia codziennego. Ot, pan zbudował sobie zamek a okoliczna ludność musiała go zaopatrywać w żywność. No, ja zaopatrywać tego zamku ni chciałbym. Nie podejrzewam też, by gospodarze warowni mieli wielu gości. No, chyba że niesiono ich w lektykach.

I rzeczywiście jedna z legend dotycząca zamku mówi o tym, że miejsce przyszłej warowni znaleziono wystrzeliwując w przypadkowym kierunku kulę armatnią. Tam gdzie upadła, miał stanąć nowy zamek. Traf chciał, że kula doleciała na wzgórze Sielnica. Liptowski Zamek nazywany jest czasami Zamkiem Sielca.

fot. AG

Budowa zamku była odpowiedzią na kolejny najazd tatarski na ówczesne ziemie węgierskie w drugiej połowie XIII wieku. Kamienna strażnica powstała, by pilnować szlak handlowy biegnący na Orawę i do Polski. Wśród władców wymieniani są Mateusz Czak i żupan Doncz. Żupani Liptowa objęli zamek we władanie w 1340 roku. Prawie sto lat później, w latach 1431-34 warownia znalazła się w rękach husytów. Pierwszy raz zniszczona w roku 1447, siedem lat później został częściowo odbudowany przez kolejnego właściciela Pongráca. W 1459 roku na dwanaście lat przejął zamek polski magnat Piotr Komorowski. Stracił go na rzecz Macieja Korwin, który kazał go spalić w 1774 roku, by nie służył w przyszłości buntowników i rozbójnikom.

fot. AG

Szlak żółty do najwyżej położonego na Słowacji zamku – Zamku Liptowskiego – rozpoczyna się tuż przy kąpielisku termalnym Kalemany. Przez kilka minut idziemy wiejską droga, by potem na ponad dwadzieścia minut wyjść na rozpalone słońcem łąki. Lekko wznosząca się ścieżka doprowadza nas na skraj lasu – do Przełęczy pod Kráľovou i odtąd tym skrajem trawersujemy wzgórze, na którym w postawiono kamienną warownię. To kolejne trzydzieści minut marszu. Wreszcie dochodzimy do pionowej skały. Wejście na nią umożliwia metalowa drabinka wysokości 10 metrów. Po pokonaniu ostatnich szczebli oczom naszym ukazują się ruiny. Prowadzą do nich dwa drewniane mostki.

fot. AG

Najwyżej położony zamek na Słowacji leży w wysokości 993 m
Po środku ruin ustawiono tablice informacyjne oraz drewniany stół z tablicą, na której oznaczono najbardziej charakterystyczne miejsca widoczne ze wzgórza. Widać między innym drogę – dawny szlak handlowy na Orawę i do Polski. Malownicze ruiny bowiem, to nie tylko świetne miejsce do sesji zdjęciowej, ale i doskonały punkt widokowy na całą okolicę, Góry Choczańskie.
Na terenie ruin zbudowano drewnianą wiatę, są też miejsca na ogniska. Z powrotem idziemy tą sama drogą, chociaż można zejść inną, mniej stroma i bez konieczności pokonywania drabinki (byłem świadkiem, kiedy kobieta, która weszła na zamek łatwiejszym szlakiem nie chciał za nic zejść po drabince).

fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG
fot. AG

Darmowe kąpielisko termalne Kalemany