Tatry Zachodnie – wycieczka na Salatyn

Zachodni kraniec Tatr jest jednym z najrzadziej odwiedzanych przez naszych turystów zakątków tego pasma. Trochę to dziwne, bo tutejsze krajobrazy, dzika przyroda, w połączeniu z niewielkim ruchem na szlakach powoduje, że jest to idealny teren dla „prawdziwych” turystów. Dla tych, których pociąga przestrzeń i niezmierzonej urody widoki. Dla tych, którzy nie gonią „za wysokością”, ale w górach szukają harmonii, spokoju i ciszy. Dla tych w końcu, którzy ponad wygodę schroniskowego posiłku, przedkładają cały dzień na szlaku jedynie o suchym prowiancie.

Tatry Orawskie

Południowo-wschodni fragment Orawy zajmuje fragment masywu tatrzańskiego, nazywany czasami Tatrami Orawskimi. Jest to jeden z najmniej znanych i najrzadziej odwiedzanych przez Polaków zakątków tych wspaniałych gór. Można się tu wybrać z Zuberca, w którym bez problemu nie tylko znajdziemy dach nad głową, ale także szybciej niż gdzie indziej na Słowacji dogadamy się po polsku…

Tatry Orawskie to pod względem zajmowanej powierzchni najmniejsza część Tatr – na dobrą sprawę twory ją jedna duża dolina walna i kilka mniejszych, krótkich dolin reglowych. Dolina Zuberska – bo o nią tu chodzi, gdy mówimy o dolinie walnej (a więc takiej, która podchodzi do głównego grzbietu Tatr) – jest dość osobliwa. Pod względem zajmowanej powierzchni należy do największych dolin tatrzańskich, jako jedyna należy do dorzecza Orawy i jako jedyna uchodzi w kierunku zachodnim.

Znajdziemy tu wszystko to, co w Tatrach Orawskich jest najcenniejsze. Józef Nyka w swoim klasycznym już przewodniku po Tatrach pisał: „Pod względem uroku i bogactwa form terenowych jest najpiękniejszą [doliną] w całych słowackich Tatrach Zachodnich. Znaleźć tu można dzikie bory, ukryte wodospady, grupę prześlicznych stawów, wreszcie mroczne ściany skalne, po których wspinają się stadka kozic.” Z Nyką spierać się nie zamierzamy… 🙂

Tym co najbardziej cieszy turystę górskiego w Tatrach Orawskich jest możliwość pięknych wędrówek głównym grzbietem tatrzańskim – szlak turystyczny (czerwony) bowiem biegnie od zwornikowego Wołowca, aż po sam kraniec Tatr na Przełęczy Huciańskiej. Oczywiście przejście go w całości „za jednym zamachem” nie jest realne dla zwykłego turysty bez biwaku w górach. Dlatego warto cały ten odcinek (około 20 km) podzielić na kilka krótszych. Na początek proponujemy przejście fragmentu pomiędzy szczytem Brestowej a Banikowską Przełączą. Nie jest on może tak spektakularny jak grań Rohaczy, ale z pewnością dużo łatwiejszy, a jego najbardziej eksponowane fragmenty ubezpieczone łańcuchami nie sprawiają większych kłopotów.

Drogą, kolejką, ścieżką…

Punktem wyjścia, gdzie najlepiej pozostawić samochód jest duży, niedawno bardzo rozbudowany i zmodernizowany parking ośrodka narciarskiego Roháče-Spálená. Niedawno ośrodek wzbogacił się o nowoczesną 6-osobową kanapę firmy Leitner, z podgrzewanymi siedzeniami i osłonami przeciwwietrznymi. Kolej jest czynna także w lecie, dzięki czemu można zaoszczędzić prawie 450 metrów podejścia. Do niedawna problemem był brak szlaku od górnej stacji kolei na grzbiet Przedniego Salatynu, jednak od 2015 roku prowadzi już od kolei na sam grzbiet nowo wyznakowany szlak, łączący się u góry ze starą, znakowaną niebiesko ścieżką.

Na Przedni Salatyn można też wejść starym przebiegiem niebieskiego szlaku, prosto z parkingu. Początkowo biegnie on głęboko wciętym Spaleńskim Żlebem. Klucząc wśród maliniaków i kosówki, ścieżka wyprowadza na grzbiet, gdzie łączy się z nowym szlakiem. Otwierają się wspaniałe widoki na otoczenie Doliny Zuberskiej. Stąd jeszcze około 45 minut niezbyt stromego podejścia na położony już w głównym grzbiecie wierzchołek Brestowej (1934 m n.p.m.). Mimo, że szczyt nie jest zbyt imponujący, dzięki temu, że grzbiet wygina się na tym odcinku dość daleko na północ, otwiera się z niego wspaniała panorama Tatr Zachodnich.

Z Brestowej czeka nas krótkie zejście, a potem podejście mocno zerodowaną ścieżką na główny szczyt Salatyńskiego Wierchu (2050 m n.p.m.) – pierwszego od zachodu szczytu tatrzańskiego przekraczającego 2000 m n.p.m. Otwiera się stąd szerszy widok na okolicę – na południu pojawia się skąpany w słońcu Liptów, z szeroko rozlaną plamą jeziora Liptowska Mara, a za nim długi, łagodnie pofalowany grzbiet Niżnych Tatr. Na zachodzie natomiast ładnie prezentuje się przykryty białą wapienną czapą Siwy Wierch.

Spalona i Pachola

Czeka nas teraz spore zejście do najniższego punktu grzbietu pomiędzy Saltyńskim a Spaloną. Nosi ono nazwę Przełęczy pod Dzwonem (ok. 1885 m n.p.m.). Mimo, że przełęcz jest dość niska, nigdy nie stanowiła dogodnego przejścia przez grzbiet, który obrywa się tu na północ kilkudziesięciometrowymi ściankami. Najtrudniejsze miejsce na naszej trasie (dość spora ekspozycja, ale skala pod nogami pewna i szeroka) pokonujemy z pomocą łańcucha. Dalej jeszcze przechodzimy przez trzy garby Czerwonej Skały i w końcu stajemy na wierzchołku Spalonej (2084 m n.p.m.).

Główny grzbiet wykręca tutaj na chwilę na południe – otwiera się więc ładny widok na pobliską Banówkę, Trzy Kopy i Rohacze. Ze Spalonej, która ma dwa spłaszczone wierzchołki, obniżamy się niezbyt mocno, po czym zaczyna się podejście na szczyt Pacholi (2166 m n.p.m.). Znowu po skale, ładną, prostą wspinaczka pokonujemy wysokość, po prawej mając wspaniały, dziki, pokryty rumowiskiem skalnym kocioł Doliny Głębokiej. Dość stromą końcówkę podejścia wynagradza widok, otwierający się ze szczytu. Całkiem blisko widać już Banówkę, a także grań Trzech Kop. W dole, poniżej nich błyszczą w słońcu Rohackie Stawy, położone na charakterystycznym skalnym „stoliwie”.

W stronę wodospadów

To już ostatni wysoki szczyt na naszej trasie, warto więc spędzić tu więcej czasu, zwłaszcza przy dobrej pogodzie. Ze szczytu schodzimy bardzo stromą, kruchą ścieżką na Banikowską Przełęcz (2062 m n.p.m.), przez którą przechodzą szlaki łączące doliny – Jałowiecką i Zuberską. Skręcamy w lewo, na północ i rozpoczynamy zejście na dno Doliny Spalonej. Wśród piargów i blokowisk, z widokiem na potężniejące ściany Banówki i Kop, obniżamy się dość szybko i wygodnie, w końcu osiągając drogowskaz – tu odchodzi w bok ścieżka do Rohackich Stawów. Schodzimy jeszcze kilkaset metrów i docieramy do spłaszczenia terenu, gdzie dawniej stały szałasy, a obecnie na wybrukowanej przestrzeni stoją ławeczki. Tutaj jeszcze jeden szlak odchodzi w prawo – również do Stawów Rohackich.

Dalej wśród lasów schodzimy coraz niżej, aż w końcu z boku ścieżki dobiega nas coraz głośniejszy szum wody – to Wyżnia Spaleńska Siklawa, do której można podejść w 2 minuty ścieżką. Spada ona z hukiem z 18-metrowego progu – przy wyższym stanie wody prezentuje się naprawdę efektownie! Nasza ścieżka opada teraz stromo wąską grzędą, mijając  nie tak ładną jak poprzednia Niżną Spaleńską Siklawę, która po kamieniach pokonuje 20 metrów różnicy wysokości. W końcu docieramy do dna doliny, ścieżka wypłaszcza się, po czym wchodzimy na dawny parking na polanie Adamcula. Teraz przez mostek na Rohackim Potoku docieramy do głównej drogi (uwaga na rowerzystów!) biegnącej dnem doliny. Skręcamy w lewo i po niecałych 2 km odnajdujemy odchodzącą w lewo wąską ścieżkę, która sprowadzi nas do parkingu przy kolei linowej, gdzie kończymy wycieczkę.

Informacje praktyczne

Trasa, którą proponuje jest dość długa i umiarkowanie męcząca, a trudności na niej określiłbym jako niewielkie. Niestety nie ma możliwości jej skrócenia – można jedynie się wrócić w razie pogorszenia pogody lub znacznego upływu sił – przy czym od wierzchołka Salatyńskiego Wierchu właściwie nie ma to sensu. Całość przejścia zajmuje (bez postojów) około 7-7,5 godziny. Jeśli skorzystamy z kolei linowej – skrócimy przejście o około 45 minut-1 godz.

Kolej kursuje od maja do końca pażdziernika, przy czym w wakacje codziennie, a w pozostałych miesiącach (maj, czerwiec, wrzesień) – tylko w weekendy, od 8.00 do 16.00. Cena przejazdu do góry – 6 euro, w dwie strony – 8 euro. Po przedłożeniu biletu parkingowego, odlicza się do ceny przejazdu 2 euro. Więcej szczegółów mona znaleźć na stronie www.tatrawest.sk

UWAGA! Szlaki wysokogórskie na terenie słowackiego parku narodowego w tatrach (TANAP) są otwarte dla turystów od 15 czerwca do 30 października.